Prawda o Eurotrybunałie

Służby prasowe Parlamentu Europejskiego, które bez mrugnięcia okiem spuszczały wszystkie pytania dziennikarzy o jawne – przynajmniej deklaratywnie – wydatki europosłów tłumaczy swoje odmowy ochroną danych osobowych. I nie ma zamiaru ustąpić, deklarując, że przepływy finansowe parlamentarzystów europejskich zostaną tajne.

To dlatego grupa 29 dziennikarzy ze wszystkich państw członkowskich zawiązała się w tej sprawie w czerwcu. Każdy z nich wystąpił do europarlamentu o kopie ewidencji wydatków europosłów ze swojego kraju. Chodziło zwłaszcza o dokumenty odnoszące się do środków na prowadzenie biura, podróże, asystentów itd. PE jednak odmówił każdemu z reprezentantów mediów dostępu do tych informacji.

Przedstawiciele prasy postanowili zaskarżyć tę decyzję do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

– Jesteśmy przekonani, że dokumenty dotyczące wydatków europosłów z funduszy publicznych, przeznaczonych wyłącznie na cele związane z wykonywaniem mandatu muszą być uznane za informację publiczną – informują  dziennikarze w oświadczeniu.

Jak wykazują, ich obowiązkiem jest monitorowanie i analizowanie wydatków publicznych w imieniu opinii publicznej UE. Dziennikarze zwracają uwagę, że nie wnioskują o ewidencje dotyczące wydatków z pensji eurodeputowanych, które są ich prywatną sprawą.

Według oświadczenia dziennikarzy PE uzasadniał swoją decyzję o odrzuceniu wniosków dotyczących dostępu do ewidencji tym, że nie ma dokumentów wskazujących na to, jak europosłowie wydają środki ze swoich rezerw ogólnych.

– Ale ten fakt ilustruje idealnie, że monitorowanie wydatków europosłów przez PE jest pozbawione wigoru – uważają przedstawiciele mediów

Parlament Europejski wie o pozwie z prasy, ale nie otrzymał jeszcze oficjalnej notyfikacji z Trybunału. Cała sprawa dotyczy wcale nie małych pieniędzy podatników krajów UE, które przeciekają administracji przez palce.